Jesteś tu:Biskupczanie / Przeprowadzki Pani Teofilii Jankowskiej

Przeprowadzki Pani Teofilii Jankowskiej


Wstawiony przez admin 03 luty 2003

Artykuł na podstawie opowiadań Teofilii Bobko-Jankowskiej, napisany w 2003r.

"Ciągle dławiłam się i dusiłam. Matka bała się, że umrę nie ochrzczona i zaprowadziła mnie do najblizszego kościoła" - tak zaczyna swoją historię pani Teofila Bobko-Jankowska. Jej historii słuchałam przez parę godzin z zapartym tchem. Posiada barwny i bogaty życiorys, którym mogłaby obdzielić z pół klasy swoich wychowanków i żaden z nich nie narzekałby na nudne życie.

Teofila Bobko-Jankowska najczęściej siedzi w domu, przez chore biodro. - "Zaprosili mnie na jakieś spotkanie literatów do Warszawy. Postanowiłam pojechać. Niestety przejście się pierwszy raz od 40 lat przez środek rynku nie był dobrym pomysłem. Ten spacer skończył się pechowo. Przewróciła się i złamała biodro.- "No tak, zapomniałam, że nie mam już 20 lat, a 25" - żartuje.

Wiek pani Teofili nie jest jednak tajemnicą. Jest dwa tygodnie starsza od Karola Wojtyły, którego pamięta ze studiów w Krakowie.
Pani Teofilia Bobko-Jankowska urodziła się w 1920 roku w Kasienicach pod Przemyślem w województwie przemyskim. Jej ojciec był Rosjaninem. W 1926 roku 5,5-letnia Teosia rozpoczęła nowe życie we Francji. Wyjechała z rodzicami i rodzeństwem. Zamieszkali w Westwali. Ojciec znał doskonale język niemiecki, polski, rosyjski i francuski, nigdy jednak się tą umiejętnością nie chwalił. Pracował jak inni liczni Polacy jako górnik. Pani Teofilia chodziła do miejscowej szkoły, gdzie szybko obnażyła swoje talenty. Wystarczyło, że raz usłyszała piosenkę niemiecką żeby ją pamiętać. Nuciła ją potem w domu, a ojciec jej dziwił się, że śpiewa po niemiecku mimo, że nie znała języka. "Jak tak chwytasz, to zacznij uczyć się niemieckiego"- stwierdził pewnego razu. Zapewne talent odziedziczyła właśnie po nim, jednak on tego nigdy nie powiedział.

Po skończeniu podstawówki Teosia poszła do pracy. Rowerem jeździła do fabryki włókienniczej oddalonej o 3 kilometry. Pracowałam tam od 13 do 21 roku życia. W tym czasie kończyła szkołę średnią systemem zaocznym. Po pracy dużo się uczyła. Cudzoziemcom nie dane było studiować i zdobywać tytuły naukowe. - "Po co? Dla prostego robotnika wystarczy w zupełności skończenie sześcioletniej szkoły podstawowej" - uzasadniano. Żyło im się skromnie. Mieli jedynie dwa pokoje a było ich razem z rodzicami dwanaścioro. Najmłodsza nazywała się Nicol i obecnie jako Nikola Kużycka wykłada na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Jej trzech braci mieszka w Stanach Zjednoczonych, a jeden z nich jest słynnym astronauta i nazywa się Karol Bobko.
23_0.jpg
Na początku lat 40-tych pojechała do Algierii, gdzie pracowała ponad dwa miesiące. Tam zamieszkała na parę lat jej najmłodsza siostra w raz ze swoim mężem. Ma nawet pamiątkę z tamtego okresu. Oto ona. Pismo arabskie.

Wyedukowana już pani Teofila dostała pracę w szkole jako nauczycielka. Kupiła sobie pianino. Sama nauczyła się grać. Poznała Francuza, który za nią szalał. Ale wszystko odwróciło się, kiedy pojechała na narty w Alpy. Przewróciła się i wpadła wprost pod czyjeś narty. To był Polak, za którego wyszła za mąż. W latach 40-tych działała w ruchu oporu. Za odważne działania konspiracyjne i liczne akcje, zakończone sukcesem została odznaczona krzyżem kawalerskim. Znajomość języków bardzo jej się przydała, a nawet uratowała jej życie. Pewnego razu miała jechać do sąsiedniej miejscowości z ważną informacją, którą miała schowaną pod bluzką. Jako niepokorna nie chciała jechać 15 km wytyczoną drogę, lecz własnymi skrótami. Po paru minutach jazdy na rowerze zobaczyła uzbrojonego żołnierza niemieckiego. Ciarki przeszły jej po plecach. Zapytał się jej skąd jest i co tu robi. Ona płynnie mówiąc po niemiecku odpowiadała na każde pytanie. Skłamała, że była u baorów kupić jajka i chleb, a mówi tak dobrze, gdyż urodziła się w Niemczech. Fakt ten spodobał się żołnierzowi i pozwolił je odjechać. W ten sposób Teofilia odkryła tajemną skrytkę, z której Niemcy strzelali. Ruch oporu wykorzystał tę informacje i wkrótce wysadził w powietrze cała ich bazę. Pod koniec lat 50. z Francji zaczęli wysiedlać obcokrajowców. Panią Teofilę aresztowano. Przepadło pianino, w którym schowała cenne stare monety. - "Ale nim wywieziono mnie do Polski, zdążyłam jeszcze urodzić córkę. Po kilku dniach wyrzucili mnie ze szpitala i załadowali do kraju"- wspomina pani Teofilia.

Z mężem i córką trafili do Warszawy. Stolica była w gruzach, tramwaje jeździły "oblepione ludźmi, jak winogrona". Nie chciała tam zostać. W Warszawie spotkała nauczyciela z Francji, Polaka. Namawiał ja na rozpoczęcie studiów i do wyjazdu do Szklarskiej Poręby.
Tak też uczyniła. W Szklarskiej Porębie zachwycili się nad jej umiejętnością licznych języków. Została kierowniczką domów wczasowych. "Znajomi żartowali, że nareszcie chodzę, jak księżniczka". -dodaje pani Teofilia.

Rodzice pani Teofili po wysiedleniu z Francji trafili do Rucianego-Nidy, dlatego po trzech latach córka wyprowadziła się z gór. W Rucianem bardzo jej się spodobało. "Cisza, spokój- nic mi do szczęścia nie brakowało"- dodaje.

Poliglotkę szybko "wytropili" inspektorzy z Wydziału Oświaty. Dziwili się co robi tam taka utalentowana, mądra kobieta znająca w dodatku tyle języków. Zaprosili ją do Olsztyna. Zaproponowali jej mieszkanie. Nie chciała, bo to też było duże miasto. Została w Rucianem. Zabrała się do pracy z chłopakami z fabryki. Ukończyli oni zaledwie kilka klas szkoły podstawowej, ale zrobiła z nich zespół wokalno-taneczny, który robił furorę na występach. Jednak uznanie za pracę pani Teofili w zakładzie tylko utwierdzało inspektorów, że jej talent trzeba spożytkować w inny sposób. Namówili ją w końcu na wyjazd do Biskupieca. Zgodziła się, bo to jest małe miasto.

A w Biskupcu znowu rozmyślano jak wykorzystać talent pani Teofili. "Ja urodziłam się, żeby pomagać innym"- twierdziła wówczas i twierdzi to dziś.

Jednak w porównaniu do dużego Olsztyna, w małym Biskupcu władza obdarowała panią Teofilę równie małym, jednopokojowym mieszkaniem. Oburzyła się: - "Ściągacie z mężem i córką nauczycielkę od angielskiego, francuskiego i łaciny do jednego pokoju, a innym dajecie po trzy?! O nie!" - nie darowała. Zamienili na dwa pokoje, w których mieszka do dzisiaj. W szkole zaczęła się rewolucja. Uczyła języków przez śpiew, nigdy nie stawiała dwój. - "Dwója jeszcze niczego nikogo nie nauczyła" - tłumaczy. "Napisałam nawet list do ministra oświaty, żeby wysłał stopnie na emeryturę". Metody pedagogicznej pracy pani Teofili szybko podchwyciło ministerstwo. Zaproponowali jej pracę, ale zrezygnowała, bo chcieli posadzić ją za biurko. - "Z moim temperamentem?!" - zadrwiła.
Nauczyciele ze szkoły organizowali spotkania literackie. Przyłączyła się i pani Teofila. Na którymś zarecytowała wiersz. - "Czyje to?"- zaciekawili się. Wtedy obnażyła swoje drugie oblicze- poetki.

Teofila Bobko-Jankowska należy do Stowarzyszenia Poetów Francuskich. Poezję pisze głównie po francusku. Zdobyła kilka prestiżowych nagród. Teraz siedzi w domu i odgrzebuje stare zapiski, stare wiersze. W każdym wolnym kącie leżą jakieś zapisane skrawki. - "Ojciec śmiał się, że od małego ciągle coś bazgrałam" - wspomina. Na półkach poskłada setki francuskich książek, nawet wycinki z gazet, donoszące np. o wyczynach sportowych pani Teofili i zdjęcia ze szkolnymi wychowankami: - "Za wykształcenie w nas poczucia piękna" - podpisali się na jednym ze zdjęć.

- "O! Przeczytaj to" - podsunęła mi odręcznie napisany wiersz na starej pocztówce. - "Znasz to? Czyje to może być?"- szuka pomocy.- "Chyba moje" - stwierdziła po głębszym zastanowieniu. - "Jakieś 50, 60 lat ma ta pocztówka. Z odszukanych zapisek chcę wydać kolejny tomik poezji"- zdecydowała pani Teofilia.

Więcej informacji o pani Teofilii można dowiedzieć się z książek, w których są jej fotografie oraz informacje o ruchu oporu, w którym działała. Są to książki : "Polki w Resistance" Krystyny Kozłowskiej oraz "Oni zginęli za Francję" Urszuli Kozierowskiej.

Liczne medale świadczą o jej zaangażowanej walce o niepodległość Polski. Wśród nich znajduje się medal, na którym widnieje podobizna Janka Krasickiego. Otrzymała go za dobre nauczanie języka polskiego, kultury i tradycji polskich we Francji. Założyła również liczne kółka zainteresowań. Bardzo poświęcała się na rzecz młodzieży. Ma również krzyż francuski, na którym wyryty jest napis "Polonia Restituta", czyli Polska odzyskana. Wśród odznak jest złoty krzyż zasługi PRL, który wręczył jej premier Polski. Ma również krzyż kombatanta, którego nie posiada nikt w Polsce.

Etykietowanie

Reklama

Tłumaczenia