Jesteś tu:Biskupczanie / Podróż do Katynia - Bogdan Żurlaski, syn i wnuk Żuralskich z Biskupca

Podróż do Katynia - Bogdan Żurlaski, syn i wnuk Żuralskich z Biskupca


Wstawiony przez admin 27 lipiec 2001

Katyń - lipiec 2001. Polski Cmentarz Wojenny. Ołtarz i fragment dołów śmierci.

Spostrzeżenia i doznania z podroży w przeszłość Moskwa, Smoleńsk, Katyń, Orzeł, Tuła, Moskwa 29.06 - 7.07. 2001.

Celem podroży mojej, mojej siostry Niny i mojej żony Danuty był KATYŃ.
Uczestniczenie w ramach częstych pielgrzymek polskich do Katynia okazało się niemożliwe dla posiadaczy paszportów niemieckich, wymagających wizy rosyjskiej. Wyjściem z tej sytuacji okazał się Volksbund Deutscher Kriegsgraberfursorge organizujący od lat grupowe wyjazdy rodzin poległych niemieckich żołnierzy z czasów drugiej wojny światowej na cmentarze wojenne od Narwiku, poprzez Tobruk aż po Moskwę i Stalingrad. Grupa, do której zgłosiliśmy uczestnictwo, miała w programie zbiorowe wizyty na cmentarzach wojennych pod Moskwą, pod Smoleńskiem i pod Tułą a oprócz tego zorganizowane wyjazdy indywidualne samochodami osobowymi na miejsca pochówku lub bitew z bazy w Smoleńsku i z Orla (Oriol). Dla naszej trójki był zagwarantowany wyjazd indywidualny ze Smoleńska do Katynia.

Cala trasa okazała się dla nas pouczającą podróżą w przeszłość zarówno wspaniałych zabytków, jak i niepokonanej do dziś przeszłości Sowieckiego Sojuza.

Zaczęło się natychmiast na lotnisku Szeremietiewo 2 w Moskwie, zbudowanego na Olimpiadę 1983 według wzoru lotniska w Hannoverze, a nieprzystosowanego do dzisiejszego napływu turystów z całego świata do Moskwy i St.Petersburga. W rezultacie staliśmy 1,5 godziny w kolejce do nielicznych obsadzonych budek kontroli paszportow. Przy powrocie do Munchen nastaliśmy się też. Po znalezieniu walizek w górach spiętrzonych bagaży, wyszliśmy do hali oczekiwań w tłum czekających z tabliczkami nazwisk i biur podroży tyle, że na nas nikt nie czekał. Po następnej godzinie błąkania się, odnalazła nas przedstawicielka rosyjskiego biura podroży INTOURIST, która od godzin walczyła o znalezienie bagaży uczestników naszej grupy przybyłych innymi samolotami. W końcu znaleźliśmy się szczęśliwie w autokarze wiozącym nas do hotelu. Pierwsza ocena uczestników: wiek od 60 do85 latków dzielnie znoszących trud takiego początku tej przygody.

Intourist organizujący całą wyprawę wybrał dla nas hotel na peryferiach Moskwy w dzielnicy zbudowanej na Olimpiadę po przeciwległej stronie miasta, tak że w czasie godzinnej jazdy wokół tego 10-milionowego (+ 2 miliony nielegalnych) miasta widzieliśmy dziesiątki podobnych do siebie kubek w kubek miast satelitów. Na autostradach i szerokich alejach przelotowych olbrzymi ruch samochodów w większości rodzimej produkcji na benzynie ołowiowej i bez pasów bezpieczeństwa, co zresztą w samochodach produkcji zachodniej też nie obowiązuje. Nasz hotel, jeden z czterech wieżowców po 30 pięter, nadawał się do generalnego remontu, co zresztą dotyczyło pozostałych hoteli na całej trasie. Cieknące kurki, niezamykające się drzwi, zamki otwierające się po wielu dopiero staraniach, brak klimatyzacji przy upale 34 C, warstwy kurzu w pokojach, resztki papieru toaletowego itp. Jeszcze gorsze okazało się wyżywienie na całej trasie: inna kultura jedzenia, smażeniny na smalcu, naleśniki ze śmietaną lub śledzie na śniadanie, na obiad i kolacje kotlety panierowane na smalcu, makaron lub frytki a z zieleniny ogórki, no i oczywiście stale lody śmietankowe. Tyle, że zawsze woda mineralna i piwo.

Nasza znakomita przewodniczka Angela radziła nam rosyjskie lekarstwo, to wszystko obficie zalewać wódką tym bardziej, że na stole zawsze stały stakanczyki do wódki. Angela wogóle okazała się najlepszą stroną tej podroży w przeszłość. 20 lat temu absolwentka uniwersyteckiej szkoły tłumaczy i opiekunów, z olbrzymim doświadczeniem organizacyjnym, perfekt po niemiecku bez akcentu, ze wspaniałą wiedzą o kulturze i sztuce, polityczna (teza: wszystko co źle to był Stalinizm, teraz jest bałagan, a najlepiej było za Sow.Sojuzu) oraz wiedzy o przejawach życia codziennego po drodze.

Program zwiedzania zabytków w miejscach docelowych obejmował głównie wspaniale odrestaurowane cerkwie, nastawione na handel ze sprzedaży dewocjonaliów i cienkich świeczek do zatknięcia w licznych lichtarzach (kościoły nie otrzymują funduszów od państwa). W Moskwie oczywiście wnętrze Kremla w części dostępnej dla turystów, Plac Czerwony z nieboszczykiem (stale długie ogonki), zmiana warty przy pomniku nieznanego żołnierza, oraz niby dom towarowy GUM = zbiorowisku setek sklepów na wielu piętrach, czy też na trasie zwiedzenie byłej posiadłości wiejskiej (wspaniała architektura drewniana i oryginalne wnętrza) poety Turgieniewa pod Orłem. Ciekawostką w Moskwie w ramach objazdu autokarem było wzgórze z tarasem widokowym na miasto, który obrały sobie pary ślubne (poprzednie generacje składały otrzymane kwiaty u nieboszczyka lub u nieznanego żołnierza) na wesołe toasty (oczywiście wódka) przy dźwiękach harmoszki a częściowo znakomitych zespołów jazzowych. Kulminacyjnym momentem był zawsze pocałunek pary młodej przy gremialnym wyliczaniu, kto dłużej.

Częścią cmentarną podroży dowodził przedstawiciel Volksbundu z Kassel, informując nas po drodze i o cmentarzach i o okolicznościach ich pochodzenia. Byliśmy pod Moskwą na wielkim cmentarzu cywilnym, którego groby są z reguły otoczone żelaznymi opłotkami, kryjącymi liczne wieńce ze sztucznych kwiatów i niekiedy artystycznymi pomnikami z reguły z fotografią zmarłego oraz często z kamiennym stołem do libacji na rocznice śmierci nieboszczyka. Na skraju tego cmentarza znajduje się ogrodzony teren z imiennymi nagrobkami kilkuset niemieckich żołnierzy zmarłych w czasie niewolniczej pracy nad odbudową zniszczonej Moskwy w latach 1945 - 55. Pod Smoleńskiem w głębokim lesie byliśmy na cmentarzu 4500 żołnierzy Wehrmachtu, którzy zginęli w walkach ofensywy na Moskwę i zostali tam pochowani jeszcze przez niemieckie dowództwo. Cmentarz jest teraz ładnie ogrodzony, na centralnym miejscu z kamiennym ołtarzem, ale z żadnymi grobami z z żadnym najmniejszym napisem, co to wogóle jest (brak zgody Guberni Smoleńskiej). Pod Tułą byliśmy na kompletnie zaniedbanym cywilnym cmentarzu przy wspaniałej cerkwi, gdzie w odległym kwadracie parafia katolicka Tuły odzyskała swoją część, na której są jeszcze groby i pomniki polskie z XVIII i XIX wieku. Tu zostali w czasie odwrotu z pod Moskwy pospiesznie pochowani bezimienni niemieccy żołnierze, jak twierdzi parafia, katolicy z terenów Mazur i Warmii, którym parafia postawiła szereg skromnych krzyży drewnianych. Na wszystkich tych cmentarzach odbywała się ceremonia złożenia kwiatów i wieńca z szarfami narodowymi Niemiec oraz pełnej nazwy Volksbundu, odmówieniem modlitwy i minuta ciszy.

katyn cmentarz wojenny
Katyń - lipiec 2001. Polski Cmentarz Wojenny. Tablica z planem poszczególnych części.

Dla naszej trojki najważniejszy cel tej wyprawy KATYŃ okazał się niespodziewanym wydarzeniem. Przedstawiciel Volksbundu poinformowany o celu naszej podroży zaproponował całej grupie 30 uczestników wspólną wizytę w Katyniu, co zostało przyjęte z wielkim zainteresowaniem. Mnie przypadło poinformowanie w autokarze z mikrofonem w ręku o wszystkich aspektach Katynia ( od układu, Ribbentropp-Mołotow, 1 i 17 września, 21500 polskich oficerów, miejsc kaźni w Charkowie, Miednoje i Katyniu, dwukrotnej ekshumacji niemieckiej i sowieckiej, walki rządu RP z władzami Moskwy i Smoleńska o ten cmentarz wojenny) oraz o Ninie i mojej pierwszej pielgrzymce do miejsca kaźni naszego ojca. Sądząc po ustawicznych pytaniach do Niny i do mnie przez następne dni, zrobił Katyń na wszystkich olbrzymie wrażenie. Jest to wielki obiekt ogrodzony z wejściem przez muzeum (wystawa fotograficzna po rosyjsku dotycząca Stalinizmu bez jednego słowa, co to za cmentarz). Przez część lasu prowadzą pomosty nad masowymi grobami ok. 35000 pomordowanych Rosjan w latach 30-tych, ale bez jednego napisu i tylko z wielkim krzyżem prawosławnym. Druga część, to Polski Cmentarz Wojenny z napisem, symbolami krzyża virtuti militari, płytami nad grobami śmierci, osobnymi grobami generałów Bohatyrowicza i Smorawinskiego, ołtarzem kamiennym tonącym w kwiatach i wieńcach, w tle z dzwonem pamięci odlanym w Krakowie, oraz na około ze ścianami, na których widnieją tabliczki metalowe w kolorze rdzy z 4600 nazwiskami polskich oficerów. Wzruszającą dla naszej trójki oraz sensacyjną politycznie była wspólna nasza modlitwa z niemiecką grupą, minuta milczenia oraz złożenie kwiatów i wieńca z szarfami Niemiec i Volksbundu. Do wyłożonej w muzeum księgi pamiątkowej wpisał się Volksbund na całą stronę z cytatem prezydenta Niemiec Johannes Rau na okoliczność pamięci wszystkich ofiar tej zbrodniczej wojny oraz z podpisami wszystkich uczestników. Takiego wpisu w tej księdze jeszcze nie było.

katyn
Katyń - lipiec 2001. Polski Cmentarz Wojenny. Ołtarz i fragment dołów śmierci.

W ramach dnia indywidualnych wypraw na cmentarze nasza trójka otrzymała samochód marki Łada z młodym, sympatycznym kierowcą Juriem, który według moich instrukcji (mapa sztabowa rejonu Katyń od naszej federacji katyńskiej) zawiózł nas na nieznaną sobie maleńką stację kolejową Gniezdowo. Tu w kwietniu i maju 1940 r. co rano przychodził z obozu w Kozielsku pociąg więzienny z kolejnągrupą 100 do 200 oficerów. Budyneczek stacji jest nawet świeżo odrestaurowany.
Tu z wagonów przetaczano delikwentów do więziennego autobusu i wieziono te 5 kilometrów do lasu katyńskiego, gdzie byli natychmiast nad otwartymi grobami uśmiercani strzałem w potylicę. W Katyniu odszukaliśmy naszą tabliczkę: Ppor. Tadeusz Żuralski, dr.med. ur.14.09.1894 Biskupiec, 7 szpital polowy W.P. 1940.
Zapaliliśmy przywieziony z Biskupca (!) znicz i kontemplowaliśmy w rożnych miejscach przez następne 3 godziny. Samotnie wyszedłem tylną furtką w lesie i idąc kawałek doszedłem do budynku nad Dnieprem, w którym znajdował się dom wczasowy smoleńskiego NKWD, miejsce postoju oddziału egzekucyjnego NKWD.

katyn-stacja-kolejowa
Budynek stacji kolejowej Gniezdowo, dokąd przybywały transporty polskich oficerów z obozu dla jeńców wojennych w Kozielsku ( na tle autor sprawozdania )

W Smoleńsku w ramach oprowadzania po zabytkach, dopytałem się o budynek byłego NKWD, z ktortego codziennie jeździły do Katynia zmiany egzekucyjne a także trupy pomordowanych w podziemiach polskich oficerów przywiezionych tutaj z okupowanej Polski. Obecnie znajduje się tam komenda milicji, co było natychmiast widoczne na moje filmowanie kamerą, (ale zdjęcia mam !). Znamienny wypadek dla chorego społeczeństwa byłego Sojuza zdarzył się w Muzeum Katynia - podczas gdy ja siedziałem nad księgą wpisów a Nina kuśtykała z laską wzdłuż ekspozycji, wyszła z pomieszczenia obok jakaś smarkula z mordą na moją siostrę, aby przestała kuśtykać i się wyniosła na zewnątrz. Nigdzie w Rosji nie widzieliśmy ułatwień dla niepełnosprawnych czy wózków inwalidzkich, nie są oni pożądani publicznie.

Ciekawe były opowieści towarzyszów podroży z ich poszukiwań miejsc pochowku przeważnie ojców a także mężów. Jedna pani przyrzekła przed 20 laty na łożu śmierci swojej matki, że odnajdzie miejsce spoczynku męża i ojca, co się też dzięki nazwie wsi udało. Tam żył jeszcze staruszek, który wskazał miejsce na skraju wsi, gdzie pochowanych jest kilku niemieckich żołnierzy. Nie ma dziś śladu grobów, ale o dziwo mimo siania na tym miejscu rożnych płodów, na tym miejscu rosną stale te same kwiaty margarety. Inny pan znalazł wieś, gdzie według posiadanej fotografii z okresu odwrotu niemieckiego, pochowany został jego ojciec pod trzema dębami, co znalazło potwierdzenie mieszkańców wsi. Jeszcze inny pan znalazł wieś a w tej wsi potomków rosyjskiej rodziny, która ciężko rannego ojca wypielęgnowała zanim jego przekazała władzom sowieckim. Ojciec wrócił do domu a syn spełnił życzenie zmarłego ojca i odnalazł te rodzinę. Był tez 85-letni emigrant niemiecki z Brazylii, który przyjechał tylko po to, aby pobyć dzień na
polu bitwy, w której zginęło wielu jego podkomendnych dywizji pancernej. W sumie dla nas wszystkich uświadomienie tego obłędu ludzi tego świata, którzy nie są w stanie do dziś dnia przestać się zabijać.

Jeszcze słów kilka o kraju, przez który jechaliśmy. Przede wszystkim byliśmy sensacją, bo turystyka ogranicza się do Moskwy, St.Petersburga i kolei transsyberyjskiej. W tym kraju trzeba być, aby zrozumieć te doniesienia mediów o rzeczywistości. To jest jeden wielki rozgardiasz: Moskwa i St.Petersburg na drodze do Europy Zachodniej, rejony prowincji z bałaganem i nie mające pojęcia, na czym ma polegać ta demokracja, już nie z systemem zarządzania a jeszcze nie pełnej swobody rynkowej, ale za to powszechnego handlowania i prywatnych sklepów, w totalnym brudzie i morzu odpadków. Kontrastem są gubernie rządzone przez komunistów, w których nic się nie zmieniło, w dalszym ciągu Sow.Sojuz, pomniki Lenina i Stalina, przy wjeździe do miast ( Tuła, Orel, Kursk) zapory, bunkry, kontrola wjeżdżających, żadnej inicjatywy prywatnej, ale za to czysto na ulicach.

Jedyny przejaw przynależności do Federacji Rosyjskiej, to na gmachach publicznych (np. budynek KW partii) powiewająca flaga Rosji. Przez trasę 1300 kilometrów nie widzieliśmy pól uprawnych (za wyjątkiem sowchozów u komunistów i ogródków przydomowych), same odłogi lub niemeliorowane grzęzawiska. Przez 10 lat nie byli w stanie stworzyć własnego rolnictwa, które w Sow.Sojuzie pracowało dla Rosji na Ukrainie, Kazachstanie i td. (niepodległe dziś państwa). Poza tym nie ma tam dziś zawodu rolnika, który wyginął wraz z wymordowaniem tzw. kułaków. Stąd jadaliśmy, jeżeli wogóle polskie kartofle i holenderskie ogórki.

Niezależnie więc od najważniejszego celu podroży do Katynia, należy stwierdzić: podróże kształcą !

Bogdan Żuralski

Reklama

Tłumaczenia