Jesteś tu:Historia / Ciekawostki historyczne / Przeżyłem w życiu wiele...część II

Przeżyłem w życiu wiele...część II


Wstawiony przez admin 28 wrzesień 2008

Przeżyłem w życiu wiele...część II

Od poprzedniego numeru, publikujemy pamiętnik Dominika Rurysa, żołnierza polskiego walczącego w II Wojnie Światowej, który urodził się 3 stycznia 1922 r. i wychował się we wsi Gudakompie na Wileńszczyźnie, zaś od 1959r. mieszka w Biskupcu. Za swoją działalność został uhonorowany Krzyżem Walecznych, Krzyżem Partyzanckim, Krzyżem Armii Krajowej, Honorową Odznaką Armii Krajowej, Odznaką "Burza", Odznaką Inwalidy Wojennego, Krzyżem Więźnia Politycznego.

W 1999r. wraz z żoną Nadzieją, uzyskał od władz państwowych zaszczytny tytuł Weterana Walk o Wolność i Niepodległość Ojczyzny. Wszystko, co przeżył umieścił w pamiętniku. Sylwia Paszkowska i Mariusz Wierzchowski Po wkroczeniu Niemców nastąpiło niewielkie odprężenie. Chwilowo zapomnieliśmy o grożących nam wywózkach na Sybir. Ale Niemcy zaczęli nakładać coraz to większe kontyngenty. Wkrótce dołączyło jeszcze większe zmartwienie. Niemcy uzbroili Litwinów, Ci zaczęli likwidować Żydów i zabijali ich masowo (rozstrzeliwując). Tylko dlatego, że byli Żydami, bo przecież nie zrobili nic co byłoby sprzeczne z prawem. Dochodziły do nas słuchy, że Litwini po zakończeniu likwidacji Żydów zamierzają później zająć się Polakami. Chcę wrócić do spotkania Niemców z Sowietami w naszej wsi. 23 czerwca 1941 roku doszło do potyczki Sowietów z Niemcami. Około godziny 10 rano doszła wiadomość, że Sowieci wywożą młodych ludzi i zabierają konie. Dokładnie wyglądało to tak, że uciekającym z Ejszyszek wyższym urzędnikom z rodzinami i komitetu partyjnego NKWD zepsuły się samochody w miejscowości Dojlidy. Zaczęli przeładowywać na furmanki konne, rekwirowano gospodarzom konie i wozy.

Wieść poszła przez ludzi, powiększając rozmiar wydarzeń. Dlatego wszyscy młodzi ludzie z kilku wiosek wraz z końmi zaczęli się ukrywać po krzakach i lasach. Wymarzonym miejscem do ukrycia były podmokłe łąki porośnięte krzakami, tak zwane kułele około 150 hektarów, gdzie przepływa rzeka zwana Solczycą. Nas czterech chłopców: ja, Dominik Rurys, Zygmunt Rurys, Kostek Radziewicz i mój stryjeczny brat Antek Rurys, po dojściu tej wiadomości uciekliśmy w te krzaki przed zwaną wywózką. Poszliśmy aż do rzeki i wykąpaliśmy się. Było tak dziwnie w tych krzakach, bo było dużo ludzi i koni. Na razie nic się nie działo. W pewnym momencie przyleciał samolot zrzucając ulotki, odezwę do wojska rosyjskiego, żeby przechodzili na stronę niemiecką. Kostek dla żartów wziął część ulotki jako przepustkę do Niemców. Przecież na razie nie było żadnego wojska, włożył ją więc do kieszeni bluzy. U nas był zwyczaj paść konie na łące. To tak każdy udawał, że pasie swoje konie. Niektórzy ludzie modlili się, młodzi w karty grali, inni to znowu opowiadali jak bywało na wojnie.

W kilka godzin później, od strony wschodniej od Narkuszek przyjechało czterech żołnierzy sowieckich – zwiad. Do wsi Gudakompie za nimi już nadchodziło wojsko. Zaczęli okrążać te krzaki, w których się my znajdowali. Zaobserwowali prze lornetkę, że w tych krzakach jest dużo ludzi i koni. Jeszcze nie pojęliśmy, co to może przepowiadać. Zaczęto okrążać te krzaki, to już nie były żarty. Chcieliśmy wracać do domu. W niebezpieczny czas lepiej u siebie. W tym czasie odłączył się od nas Antek Rurys. We trzech – ja, Zygmunt i Kostek u wyjścia z krzaków zostaliśmy okrążeni przez pluton wojska rosyjskiego.

Dominik Rurys. Źródło: Pod Tytułem nr. 3/2008

Reklama

Tłumaczenia